„Bywając w „Sportowej" Wachicki nigdy po trzeźwemu nie szafował napiwkami. Mogłoby to nasunąć Waldemarowi niepotrzebną myśl, że oto w jakimś celu chcą go przekabacić.
Co innego, gdy bywał pod gazem lub ściślej mówiąc, gdy kelnerowi — liczącemu kieliszki — wydawało się, że gość jego ma już dość. W rzeczywistości jednak konstytucja pijacka Wachickiego była wyjątkowa mocna — zwykłe podgazowanie raczej nie wchodziło tu w rachubę. Ale z błędu kelnera nie wyprowadzał. Przeciwnie, pozwalało mu to, nie wzbudzając spojrzeń z ukosa, nadpłacać rachunek i coś tam wsuwać do łapy Waldemara z hojnością już kogoś bardzo zamroczonego.
Obznajmiony z rachunkowością (WSH!) orientował się mniej więcej, ile tego było — ile srebrnych monet i papierków przeszło z jego ręki do pojemnej kelnerskiej kieszeni. Wiedział, że ów równie dobrze się w tym orientuje — co też stopniowo zaczęło się ujawniać w pewnych przychylnych gestach z jego strony. Na przykład to ogrodowe krzesełko!
Gdy Wachicki był jeszcze mało znajomym klientem, krzesełko o metalowym karkasie było wcale ciężkie i stawiało opór, kiedy odsuwał je od stolika, by usiąść. Teraz nie potrzebował tego robić. Niczym żywa istota, krzesełko samo odrywało się od ziemi, by natychmiast znaleźć się za jego kolanami w najdogodniejszej dla siedzenia pozycji. Irinę krzesełko przesuwało się potem po żwirze, by podeprzeć jego wyciągnięte nogi tak szybko, że nawet mignięcia rąk Waldemara nie było przy tym widać.“(5)
<<<< Moje miasto-U stóp
| 6 Wolne rodniki a nowotwory-W >>>>
hurtownia kosmetyczna |Agroturystyka Beskidy |sale weselne